piątek, 16 grudnia 2011

Staropolski Nowy Rok.

Rys. Antoni Uniejowski
(pocztówka z lat 60-tych).


Nowy Rok - łączył się w dawnej Polsce z winszowaniem i kolędą. W tamtych czasach człowiek żył znacznie bliżej drugiego człowieka, więc „wiedziano w ogóle komu czego życzyć, więc umysł i grzeczność, cześć lub wdzięczność, serce i afekt sąsiedzki, siliły się na dowcip”. W miastach na Nowy Rok „chodziła” przede wszystkim młodzież szkolna. Żaczkowie składali rodzicom i nauczycielom powinszowania prozą lub rymem, po polsku lub po łacinie. Ponieważ dawniej szkoły często bywały przy klasztorach, bywało wiele ubogich dzieci, które uczono tam bezpłatnie, a „poczciwi ludzie żywili”. Wyrobił się więc ten zwyczaj, że ci uczniowie przychodzili codziennie z własnymi garnuszkami po obiad lub wieczerzę. Na Nowy Rok zebrawszy się w gromadki, obchodzili wszystkie domy i starali się zaśpiewać coś takiego, co by domownik rozbawiło i rozśmieszyło. Obyczaj noworocznego kolędowania wraz z rozwojem oświaty przejęła także młodzież wiejska. Ostatni wieczór starego roku w wielu regionach Polski zwano popularnie „szczodrym” (na Rusi mawiano „bohaty weczer”). Na wsiach młodzi kolędowali tego dnia poprzebierani za cyganów, dziadów, zwierzęta. Obchodzono całą wieś i zbierano podarki winszując pomyślności w Nowym Roku. Zwano tą kolędę chodzenie po szczodrakach, szczodrówkach lub „za nowym latkiem”. Na koniec wracano w umówione miejsce , w którym jedna z dziewcząt, obrana gospodynią, przy pomocy innych sporządzała ucztę. Bawiono się po tym do późnej nocy.
Jak pisze Zygmunt Gloger „Nowy Rok powinien zastać bochen chleba na stole gospodarza, jako znak obfitości tego daru bożego, który przez cały rok nie powinien schodzić z tego stołu, ale wraz z solą i białym ręcznikiem służyć do powitania dla gościa i ubogiego”. Przy pierwszym powitaniu w Nowy Rok obsypywano się owsem na znak pożądanej obfitości wszelakiego ziarna. Ci, którzy obchodzili z powinszowaniami sąsiadów mieli owies w rękawicy i na każdy róg stołu sypali jego szczyptę, aby tak wszystkie rogi były założone chlebem.
„Jest też powszechny w Polsce zwyczaj żartobliwego kradzenia sobie różnych rzeczy w ten wieczór (Wigilię Nowego Roku) i wykupywania takowych nazajutrz. Za wykupne młodzież wyprawia biesiadę w dniu noworocznym. Mówią, że aby rok nowy był pomyślny, trzeba nazdobywać cudzych rzeczy, zakańczając rok stary. Zwyczaj ten powszechny niegdyś wśród możnej szlachty, licznych krotochwil był powodem”. Zdaniem Glogera zwyczaje te świadczą iż „…w całym narodzie przechowywała się jakaś przedwiekowa tradycja słowiańska o dobrej wróżbie na rok nowy, gdy jego przedświt zastaje dom napełniony zdobyczą. Dochowany zwyczaj ludu jest tylko echem tej tradycji”.
Jak owe noworoczne „łupiestwo” wyglądało w praktyce? Przy toczę za Glogerem historię spisaną przez tegoż z XVIII - wiecznej kroniki drohiczyńskiego franciszkanina księdza Karola Żery. Jest to wspomnienie pani Kryńskiej, burgrabiny drohickiej z Laszczki. „Było nas u rodziców 2 sióstr pannami. W blikiem sąsiedztwie mieszkał kawaler, który miał konia drogiego. Raz w Nowy Rok pojechałyśmy z naszą panią matką do niego kulikiem, a chcąc zażartować przy Nowy Roku wzięłyśmy ze sobą naszego masztalerza. Dałyśmy mu kilka złotych dla stajennego tego sąsiada, aby konia wydał naszemu masztalerzowi a po wyjeździe poszedł do pana swego i o psocie naszej opowiedział. Pożegnawszy się wracamy w ukontentowaniu, że się wszystko dobrze udało. Mróz był trzaskający i od świecącego miesiąca widno było jak w dzień. Wyjeżdżamy z lasu, aż tu widzimy blisko drogi gromadę wilków, którzy ustąpić się nie chcą. Masztalerz na podjezdku prowadził wierzchowca na powodzie, który, że był żartki i płochliwy, więc zoczywszy wilków wyrwał się z ręki masztalerzowi. Bestje rzuciły się gromadą, napierając biedaka w cigęć leśną, gdzie udusiły go na naszych oczach. Powróciłyśmy do domu zaszlochane i jakby umarłe, nie śmiejąc opowiedzieć ojcu co się stało. Otóż nam żarty! Przyjeżdża potem ów kawaler w kilka dni, jakby nic. Rodzic nasz zaczyna przepraszać go za pustotę panieńską, a my słysząc to drżymy jak liście klonowe. Skończyło się ….. na błogosławieństwie rodzicielskiem i weselu”. I tak to noworoczny żart i wilcy hulający po gościńcu do zaślubin wszystko przywiedli. Eh, gdzie te czasy …………….

2 komentarze:

  1. Autor pocztówki to Antoni UNIECHOWSKI Dzieci kochane.

    OdpowiedzUsuń
  2. 49 yr old Office Assistant IV Arthur Terbeck, hailing from Listowel enjoys watching movies like "Hound of the Baskervilles, The" and Book restoration. Took a trip to Three Parallel Rivers of Yunnan Protected Areas and drives a DeVille. strony internetowe

    OdpowiedzUsuń